czy jakoś tak to szło, jest taka piosenka o butach, część z Was drogich czytelników na pewno ją zna. Anyway disiejszy post właśnie o butach będzie, a raczej o problemie jakim owy przedmiot użycia codziennego jakim jest but potrafi sprawić.
Ok, juz wracam do standardowego polskiego. Buty stważają ludziom problem. Moja mama na ten przykład zawsze ma butów za mało, nie dalej jak tydzień temu kupiła 2 pary a już się rozgląda za następnymi. Oczywiście wiadomo, że buty ię zużywają i stare czarne szpile nie są już efektowne, tylko dlaczego tych pudeł z butami mamy całą szafę. Czasami też zdarzy się kupić buty, które okazują się bez sensu na przykład trampki za 70zł które obcierają pięty, albo kozaki wiązane aż pod samo kolano co się ich nigdy nie chce wiązać.
Ja swój problem butów mocno ograniczyłm: mam 1 do garnituru i 1 na codzień. Pojawiła sie teraz możliwość wykożystania starych glanów brata do celów typu: koszenie trawy, chodzenie po lesie. Generalne system polega na tym, że jak buty najniższej jakości nadają się tylko do pogryzienia przez psy to kupuję nowe, które stają się butami do garnituru a starsze pary spadają o 1 pozycję w łańcuchu. Dzięki takiemu systemowi, oraz coraz dłuższemu czasowi półtrwania butów mogę dość znacznie ograniczyć wydatki związane z obuwiem.
3 pary glanów uzupełniają 2 pary/rok trampek o łącznej wrtości do 30zł oraz coś do śmigania po domu.
Morał z tego taki, że problem zależy od tego jak sie do niego podejdzie i z której strony spojży na niegi i na siebie.
wtorek, 4 grudnia 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz